Swoją opinię o Fordzie Focusie III generacji, chciałem wyrazić już wcześniej, ale postanowiłem się wstrzymać i oswoić się z wyglądem auta, którego poprzednik był jednym z najważniejszych aut lat 90 XX wieku. I jednym z najładniejszych, oczywiście po Alfach Romeo. Moją pierwszą reakcją na widok trzeciej wersji Focusa było złapanie się za głowę. Minęło parę dni i za głowę łapię się dalej. Z ostrego, dynamicznego stylu pierwszej generacji nie zostało nic. To dowód na to, że sequel (prawie) zawsze nie dorównuje prequelowi. Auto stało się po prostu jedną, wielką jeżdżącą landrynką. Pocieszać się mogę, bardziej landrynkowaty jest Seat Leon, jednak on w przeciwieństwie do Focusa jest ładny. I chyba samo auto wie, że nie dorówna dziadkowi. Jego uśmiech, jaki tworzy ogromny wlot powietrza do chłodnicy, nie wyraża radości. A przecież wypada robić dobrą minę, do złej gry. Mam chociaż nadzieję, że przynajmniej ta landrynka genialnie się prowadzi, ale to wykażą pierwsze testy. Żeby nie było, całkowicie tego samochodu nie dyskwalifikuję. Jeżeli socjalizm miał zalety, to Landryncus również jest ma. Pierwszą z nich jest gama silników – są to nowe benzyniaki Eco-Boost z bezpośrednim wtryskiem, doładowaniem i systemem Start&Stop. To już powoli jest standardem, ale Landryncus będzie w podstawowych wersjach napędzany 3-cylindrowym benzyniakiem. Ponieważ lubię dźwięk silników Matiza czy C1, sądzę że trzycylindrowa landrynka także mnie pod tym względem nie zawiedzie. Drugą – ciekawa deska rozdzielcza. I to na razie chyba tyle…