Jeśli ktoś zadałby mi pytanie, jaki jest najbardziej fascynujący japoński samochód, wcale nie odpowiedziałbym, że Civic CVCC, Skyline GT-R, 200SX czy Sprinter Trueno. Nie podważam ich kultowości, jednak tonie są samochody w moim typie. Japoński samochód zawsze kojarzył z prostymi, kanciastymi liniami, dobrą jakością wykonania i ogromną niezawodnością. Toyota Corolla E90 posiadała jeszcze jedną cechę – jest urocza. Coś w tej urodzie, skoro mąż od Jolki odkładał funta, za funtem, jak śpiewał Felicjan Andrzejczak. To najładniejsze auto tej firmy, jakie kiedykolwiek powstało. Jej proste linie zachwycają do dziś. Patrząc na nią, dochodzę do wniosku, że trochę szkoda, że styl japońskich aut ewoluował w stronę agresji i dynamizmu. Najbardziej podoba mi się czterodrzwiowy sedan, jeszcze gdyby miał pod maską wolnossącego diesla 1.8, to już w ogóle byłoby cudownie. Nie dziwię się, że przed całe lata po transformacji ustrojowej ten samochód był pożądany na równi z Golfem II. O tym, że Corolla E90 jest udanym wozem, świadczy fakt, że docenił ją nawet GM – w Australii Corolle były sprzedawane jako Holdeny. Ale zadziwiające jest to, że E90-tki, które pomimo swych naprawdę licznych plusów, powinny już dawno odejść do lamusa, są pożądane w Afryce. Nawet zdezelowana Corolla jest tam marzeniem wielu, jest więc to dobry interes dla wielu handlarzy. Kupują tanio, a sprzedają z zyskiem. W gazetach na pęczki jest ogłoszeń typu:”AAAAAAA KUPIĘ KAŻDA TOYOTĘ, SPRAWNĄ, USZKODZONĄ”. Trochę szkoda, że E90-tki są coraz rzadszym widokiem na naszych ulicach, że już nie wspomnę o tym, jak mało jest egzemplarzy nie skażonych pseudo-tuningiem. Dziś ten samochód drogi nie jest, na Allegro jego ceny wahają się od 1500 do 4000 zł. Corolla E90 ma typową dla japońskich aut z tej dekady – małą odporność na korozję. Jeśli jednak nie jest przerdzewiała, i oczywiście jeśli włoży się w nią trochę serca, to odwdzięczy się, pomimo wieku, bezawaryjną jazdą.
null