W zasadzie nie minęło 20 lat, a Syreny zniknęły z polskich ulic i możemy oglądać je jedynie w dawnych numerach tygodnika “Motor” lub zlotach aut zabytkowych. Przyznam, że pierwszy raz widziałem ten samochód jakieś dwa, trzy lata temu w Będzinie, niedaleko sklepu “Olimpijczyk”. Byla to popielata 105-tka. Miala kola odziane w jakieś śmieszne kołpaki i co ciekawe, czarne tablice rejestracyjne. Szczególnie cieszy jednak fakt, że była zadbana.

Od dziś będę Syrenę widywał na co dzień. Nie kupiłem sobie jednak jako pierwszego w życiu, gdyż uważam, że byłaby skrajny brak rozsądku. Zapal jest, ale na studencką kieszeń nawet utrzymanie Cinquecento jest kosztowne. Zadowoliłem się więc modelikiem w skali 1/43. Zapewne słyszałeś drogi czytelniku o serii “Kultowe Auta PRL-u” wydawanej przez DeAgostini. Przyznam, że kupuję tę kolekcję, ale o Syrenie jakoś zapomniałem. Cóz, liczyłem jednak na szczęście i w końcu udało ją wyrwać w EMPIK-u. Od dziś wiem, że jeżeli tam kupować jakiś model, to lepiej, abym nie kupował go wcale. Bylo parę Syren do wyboru, ale każda miała jakieś wady. W jednej nie było zderzaczka z przodu, na drugą ktoś nadepnął, ale w końcu mi się znaleźć w idealnym stanie. Poczułem się, jak w Polmozbycie… Odwzorowanie modelu jest znakomite, przynajmniej na tle modelu Syreny sprzedawanej przez firmę HIPO.

Jednak wydawanie modeli kultowych aut ma swoje negatywne strony. Na tym modelu bazuje wiele twórców, którzy na silę z modelu 104 chcą zrobic Syrenę 102. Ok, rozumiem, niekażdemu chce negocjowac się z Chińczykami, więc na czymś trzeba bazowac, aby zarobic. Na Allegro jest aukcja modelu 102, który bral udzial w Rajdzie Monte. Sęk w tym, że twórca zapomnial o wlocie powietrza do silnika. 102 nie miala go w ksztalcie toru konnego, przypominal raczej smutną minę. Przeoczenie wedlug mnie rażące, ale i tak zainteresowanie Syrenę 102 Monte Carlo z wlotem od 104-tki jest bardzo duże. Lecz jak to powiedzial posel Kurski “ciemny lud wszystko kupi”…